1 kwietnia 2017 r. rozpoczął się szósty Wrocław Model Show. Wybrałem się na niego głównie, by porozmawiać z kolegami modelarzami i zapolować na jakiegoś Tomcata.

Na wystawę zabrałem Leona 2A4, z którym nie wiązałem jakichś szczególnych nadziei.

Przyjechałem na miejsce krótko po godzinie 10.00. Standardowo położyłem Leona na stole i udałem się na giełdę, ponieważ modelarze dopiero stawiali swoje modele na stołach. I tak minął mi czas do godz. 11:30, kiedy to zaczął się pokaz pana Kamila Sztarbały, który prezentował metody efektywnego malowania modeli samolotów. Nie siedziałem tam długo, gdyż koło godz. 12.00 przybyli szanowni koledzy ze Świdnicy w składzie: panowie Arek, Krzysiek, Marcin i Jacek. Jednak nie pogadaliśmy zbyt długo, ponieważ wyżej wymienieni musieli wracać.

A co do modeli - jak zwykle, dużo wspaniale wykonanych miniatur, które najlepiej  samemu zobaczyć. Wkrótce i ja wróciłem do domu, tym samym kończąc swój udział w pierwszym dniu konkursu.

Następnego dnia tj. 2 kwietnia – wyniki i koniec.

Pamiętam, jak wsiadając do auta mówiłem: „Nie ma opcji, by Leon coś wygrał, ma tyle niedoróbek, ale może Su-24  Krzyśka coś zdobędzie.”

Cóż myliłem się. Nie dość, że czołg został wyróżniony w swojej kategorii, to jeszcze wygrał nagrodę specjalną „za najlepszy model w barwach polskich”.

Na początku myślałem, że to prima aprilisowy żart, ale jednak nie. Tak minął czas aż do rozdania nagród, gdzie razem z  Krzyśkiem (jego Su-24 też zostało zauważone) dostaliśmy wyróżnienia i ja jeszcze zgarnąłem obraz z TKS-em. I tak z dwoma wyróżnieniami świdnicki IPMS zakończył tegoroczną edycję WMS.


Przyznawana przez nasz klub , także na wrocławskim konkursie, nagroda małego Richthofena powędrowała do znakomitego modelarza Przemysława Litewki, za piękną kolekcje "szmatopłatów" w skali 1/72. Nagrodę w imieniu klubu wręczył Arek Walerowicz - brawo !

 

I to by było na tyle, za rok też tam będziemy.

Jan Szmiel